blog Justyny Czebanyk

pisanie-bloga-jakoturystka

…a najlepiej to nie pisz wcale!

Pisanie bloga to nie jest bułka z masłem ani nawet chleb z margaryną. A jednak siadam do klawiatury i stukam po niej palcami.

A po co Ty to w ogóle robisz? Czasu Ci nie szkoda?

Szkoda? Hm… Gdybym miała włączony tryb pół człowieka, pół ironii powiedziałabym, że to taka czeska firma z branży motoryzacyjnej, ale dziś jestem stuprocentową koturystką, więc…

Nie, zdecydowanie nie. To bydle codziennie zabiera mi tyle miłych chwil i ucieka, gdy tylko próbuję je dogonić, że chcę je oszukać – zapisywać chwile, uciekające myśli i potoki słów, które plączą mi się bezpańskie po głowie. Układać je rzędami, w pionie, poziomie i na opak.

Być sobą, w tym czasie, którym akurat jestem, więc nie obiecuję, że zawsze będą to ociekające lukrem opowieści. Czasem poczęstuję was snem o kosmitach lub wiosce wikingów. No dobra, żart (długo nie wytrzymałam) – będę was tym karmić częściej niż wam się wydaje. Mój mózg nocami przebiera się w cekinowy garnitur i szaleje niczym Jim Carrey w „Masce”, podrzucając mi alternatywne historie ze wszystkich światów, w których mogłabym być, gdybym akurat nie spała.

Kiedyś spiszę je wszystkie i wydam książkę, zobaczycie. Na razie pozostaje mi pisanie bloga.

Nie masz ważniejszych rzeczy na głowie? Za poważne rzeczy się weź.

Z rudością na głowie i szaleństwem w głowie powiadam wam: nie ma (po)ważniejszych rzeczy niż spełnianie marzeń. Swoich, oczywiście, nie mamy, cioci, psa, chomika i reszty społeczeństwa.

Jest taka chińska mądrość ludowa, która głosi, że jeśli komuś wydaje się, że wie lepiej, co jest dla Ciebie ważne, to ma rację – wydaje mu się. I ja się z nią zgadzam. Może dlatego, że często sama nie wiem, co jest dla mnie w danym momencie ważniejsze (Zjeść kabanosy i czekoladę, a potem boczek, czy odwrotnie? Co zostawić na deser?), więc nie narzucam swojej niewiedzy innym.

Zresztą, będę pisać też o jedzeniu, a niech mi ktoś powie, że jest coś ważniejszego na świecie od zapachu świeżo przyrządzonej (tu wstaw swoje ulubione danie) i bliskiej osoby na krześle obok? No kto, kto? No dobra, kilka takich osób, ale to się równoważy, bo i jedzenie do podziału na więcej kawałków.

Hamletowskie „być czy mieć” w wydaniu kuchennym, scena pierwsza.  

A kto Cię w ogóle będzie czytał?

Ja sama, ja sama – ręka wyrywa się do odpowiedzi i krzyczę niepytana, żeby nie słyszeć tej ciszy dzwoniącej w uszach. Chociaż nie, coś słyszę – jakiś cichy pomruk, jakiś głos cichutki, nieśmiały jakby, ale ja i tak go słyszę, natężam słuch i wzrok (No co? Może przyjdzie szybciej niż coś powie?) i…

Jest! Słyszę, tak głośno go słyszę, bo zachęcony przestał się wstydzić, że mam ochotę go przytulić zalana falą radości. I przytuliłabym, gdybym tylko mogła, bo to tylko burczy mi w brzuchu. Na siebie zawsze można liczyć. Choćby do trzynastu.

Zapraszam więc do czytania każdego, kto ma podobnie albo całkiem inaczej. Pomieścimy się wszyscy. Zaproś kogo chcesz albo nie mów o mnie nikomu, weź kordłę i zabunkruj się w pokoju, żądając dostawy świeżej kawy i ciepłych bułeczek. Bo wiecie, nic się tak nie sprzedaje… Suchar numer dwa za nami, więc pierwsze pandy na bambusie (Mój mózg zrobił mi właśnie projekcję wielkiego, dmuchanego busa, który robi bam! z byle powodu, i to w trzech językach. Ech, zbliża się noc, Jim Carrey już się przebiera).

Mam nadzieję, że oprócz szalonego koturyzmu (ja i spaghetti w mojej głowie) dostarczę wam trochę pozytywnych wrażeń estetycznych (tu bardziej jedzenie) i intelektualnych (bardziej Marcin) oraz wniosę w wasze życie trochę ciepła (znów piekarnik).

Będę tutaj, po dobrej stronie mocy, i mam nadzieję, że to się nie zmieni, nawet gdy urodzę drzewo, wybuduję dzieci i posadzę dom.

Justyna

autorem zdjęcia jest Diomari Modulara

  • Karolina

    Zawsze fascynowało mnie co i w jaki sposób piszesz…po tym tekście jestem jeszcze bardziej ciekawa kolejnych wpisów, na które nie ukrywam czekam z niecierpliwością 😉

    • Koturystka

      Dziękuję za miłe słowo i zapraszam po więcej. 🙂