blog Justyny Czebanyk

Historie chodzą po ulicach, czyli dialogi zasłyszane w podróży

Temat przewodni na dziś: zasłyszane w podróży.

Nie wiem jeszcze do końca, kim jestem i co daję ludziom, że dociera do mnie tyle piękna. Magia codzienności – tak to się chyba nazywa… Jestem zdania, że historie chodzą po ulicach. Ja je tylko zaczepiam i zabieram do domu. Czasem też je zapisuję, jak nie w głowie, to jako statusy na Facebooku.

Przed wami przegląd najciekawszych dialogów zasłyszanych w podróży. Bierzcie i lajkujcie je wszyscy.

*****

Dziecięce tajemnice

Tramwaj w stronę centrum. Dosiadam się do młodego taty z synkiem lat 3-4. Mały jest bardzo rozmowny i na starcie chce wiedzieć wszystko co, jak, gdzie i dlaczego z tymi tramwajami się dzieje.

W pewnym momencie ścisza głos i mówi do taty:
– A teraz powiem ci coś w sekrecie…
– Co takiego?
– Ale nikomu nie powiesz? Obiecujesz? – dopytuje.
Jak tajemnica, to tajemnica, nawet ta mówiona na głos.
– Nikomu, obiecuję – zapewnił.
– No dobra. Jak wrócę do domu…
Wstyd się przyznać, ale ludzie w pobliżu na moment wstrzymali oddechy, ja również.
– Jak wrócę do domu… – powtórzył dla efektu. – To podrapię się w głowę! – zakończył radośnie.

Nie martw się, mały, nikomu nie powiem.

*****

Lawina uśmiechu

Jest rano, zimno i pada deszcz. Mam zły humor, deszczowo pokręcone włosy i czerwony szalik. Wsiadam na ostatnią chwilę do autobusu. W uszach słuchawki i muzyka, która przenosi do cieplejszych krajów. Tłum ludzi obok walczy z grawitacją. Próbując się nie przewrócić i zabijając ich wzrokiem, czuję delikatne stukanie w ramię.

– Bardzo ładnie pani w tych kolorach. Miłego dnia! – wyszeptała starsza pani i wysiadła.
I tak nie uwierzyłam, ale lawina uśmiechów ruszyła dalej. To będzie dobry dzień. 

Kiedyś nakręcę dokument „Warto rozmawiać”. Superhit murowany.

*****

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w autobusie

Widziałam ich przez szybę autobusu. Stali na przystanku. Z pozoru niczym niewyróżniająca się z tłumu para. On wpatrzony w nią jak w fejsbuka, ona przytulona do niego jak z reklamy Superglue. Niemłodzi i niestarzy, tacy nie za ładni i nie za brzydcy. Ale coś wisiało w powietrzu, czuć było jakieś napięcie, jakby zaraz połączenie z siecią miało zostać zerwane. Oni chyba też to czuli, bo dostali paraliżu z językami w gębach (nie swoich, ale przynajmniej ich nie zapomnieli) i rękami pozarzucanymi na nogi czy odwrotnie. Ten sielski widok nie umknął również uwadze moich współtowarzyszy z siedzenia obok.

– Ty, stary, skądś znam tę laskę – rzucił od niechcenia jeden. – Chyba zaliczyliśmy jakiś melanż razem. Niezła.
Odpowiedziała mu cisza.
– To moja dziewczyna. Teraz już była – uzupełnił po chwili milczenia drugi.
– Wysiadamy!
– Daj se siana…
– Wysiadamy. Monopolowy był. A Ty w ogóle widziałeś tego paszteta na przystanku? Star Trek normalnie. Stary, ja nie wiem, jakby skrzyżować jamnika z hipopotamem to by sobie mógł ego podnieść. Albo połechtać. Albo zrobić cokolwiek. Tylko nie wiem, czy by chciał, bo to mądre zwierzę by było…

Chłopak tak się rozkręcił, że po chwili pół autobusu śmiało się pod wąsem, a drugie pół zaczęło opowiadać, jak to życie jest nobelon. Nikt nie bił brawa, a kierowca nie zatrzymał pojazdu. Puenty brak. A jednak prawdziwych przyjaciół coś tam coś tam…

*****

Współczesny Don Juan

Centrum. Trochę słońce, trochę wiatr. Z podmuchem wiatru, burdelem na głowie i zmęczeniem na twarzy wsiadam do autobusu. Pociesza mnie fakt, że wszyscy wyglądają jak ja. Korzystając z 15 minut odpoczynku, przytulam się do kasownika, zamykam oczy i słyszę ciche:
– Jest taka surrealistyczna.  

Szybko je otwieram, zastanawiając się jednocześnie, czy to nie głosy w mojej głowie, bo reszta Prażan jedzie niewzruszenie do celu. Spojrzenie zza okularów wędruje w kierunku właściciela tych słów. Don Juanem jest niewyróżniający się dwudziestokilkulatek, młody chłopak, który może mieć każdą, do której wypowie te słowa, a decyduje się wypowiedzieć je dopiero w kierunku pleców wysiadającej dziewczyny.
– Jest tak piękna, a jednocześnie przerażająco prawdziwa. A najgorsze jest to, że nigdy nie będzie moja. Gdzie wysiadamy? – rzucił niedbale do kolegi, chociaż mógł niedbale rzucać słowa w innym kierunku.

Ja niedbale wysiadłam, ale myślę sobie, że zbyt wiele myślimy, a za mało robimy. Poeci do klawiatur, a kto poetą nie jest, do działania. Słowa zostawmy niespełnionym artystom.

Justyna

autorem zdjęcia jest Manki Kim