blog Justyny Czebanyk

mural-praga-warszawa-jakoturystka

Historie mieszkają na Pradze, czyli moje miasto w kilku scenach

Temat przewodni na dziś: zasłyszane na Pradze.

Słyszę Warszawa, myślę Praga, a dokładnie Praga-Południe” (przez część mieszkańców zwana „Grochowem”), bo to tu niemal osiem lat temu zostawiłam swoje serce. I o ile byłam niestała w uczuciach do mieszkań i ludzi, którzy mnie otaczali, o tyle miłość do dzielnicy trwa nadal. Weźcie ciepłe swetry, zabieram Was na spacer po mojej Warszawie. Bo miasto zawsze tworzą ludzie i ich historie.

Przed Wami przegląd najciekawszych dialogów zasłyszanych na Pradze. Bierzcie i lajkujcie je wszyscy.

*****

Tęskno mi, bom obca wśród swoich

Kiedyś prażanie ze mną rozmawiali, mniej lub bardziej żywe tyczyliśmy dyskusje:
– o filozofii – że w życiu to jednak ciężko i wiatr zawsze w plecy;
– o gospodarce – gdzie są aktualne promocje piwa na dzielnicy;
– o finansach – czy gdzieś 50 groszy, a jak nie to 2 złote się nie pałęta bezpańskie;
– o lokatach długoterminowych – najlepiej w płynach, bo i tak wszystko phanta rhei;
– o kosmetyce – kto ma krzywy ryj i dlaczego;
– o najnowszych trendach w modzie – a czy wiesz, że dobry dres to i dwa sezony wytrzyma?;
– o sporcie – jakie to ważne jest nocne bieganie, ale my to przecież jak te owieczki, no nie?;
– o polityce – że wszystkiemu winni są winni (nie mylić z pijącymi wino)…

A dzisiaj nic. Czasem ktoś spojrzy, usta otworzy, ale rzuci tylko pod nosem: „Kopsniesz? Eee, nie kopsniesz…”. I idzie dalej.

Jak żyć? Gdzie zrobiłam błąd? Brak mi tych rozmów łacińskim kwieciem umajonych…

*****

Nowi ludzie, nowe możliwości

Środek nocy, 8 rano, budzi mnie dzwonek do drzwi. Próbuję go zignorować, ale dzwoni tak natarczywie, że wstaję. Wyglądam jak jaskiniowiec wyrwany z poobiedniej drzemki, ale idę. Ktokolwiek to nie jest, sam tego chciał.

Otwieram jedne drzwi, drugie i słyszę:
– Dzień dobry, Maciek Jakiśtam. Szukam żony. – I koleś posyła mi uśmiech nr 5.

Z rana mój umysł pracuje wolniej (o ile ogóle zachodzą w nim jakieś procesy), ale nawet wtedy wiedziałam, że taka okazja nie zdarza się często (wiem, Babcia byłaby ze mnie dumna). Zaczęłam rozważać jego propozycję, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw… Milion kłótni i czułych powrotów później, gdy planowałam już imiona naszych wnuków, wieszając firanki w domku letniskowym w Pruszkowie, a w tle leciał Elton John, przerwał mi, mówiąc:
– He he, żartowałem. Akwizytorem jestem. Nie chcesz kupić odkurzacza?

Brak słów. No po prostu brak słów.

*****

Moda na życie

Ranek, ja i Praga.

Prażanin 1: Heniek, patrz, pani to do kogoś podobna – kolega Heńka zagaja rozmowę.
Prażanin 2: I tak nie pożyczy, cicho bądź – Heniek jest strażakiem i gasi kolegę w 2 sekundy.
P1: Heniuś, a może my panią z telewizji znamy, co? – Kolega obdarowuje mnie zalotnym uśmiechem nr 5 (zębów) w gratisie.
P2: Tak, moja stara taki serial oglądała, ,„Moda na coś tam”. Tam też była taka ruda bogata, co się z nikim nie dzieliła… – Heniek-cynik to jednak zna życie.

Że też ja wcześniej tego podobieństwa nie zauważyłam…

*****

Praski styl

Z cyklu: muszę się jeszcze wiele nauczyć o życiu…

Wiatr, deszcz, błyskawice – jeszcze tylko śnieżyca i będzie jak w reklamie Schwarzkopfa – a obok pomyka chłopak w koszulce i okularach przeciwsłonecznych, dumnie niosąc w ręku czteropak.

Praga. Wychodzisz po piwo w lecie, wracasz jesienią. I nawet jak mokniesz, to z klasą.

*****

Wiara, co zmienia dni tygodnia

Idę sobie spokojnie ulicą, zaliczając niedzielny spacer i szybkie zakupy, gdy podchodzi do mnie rodowity prażanin i pyta:
– Przepraszam, czy dzisiaj jest sobota?
– Nie.
– Ale jest Pani pewna?
– Yyy, tak. – Chociaż po cichu zaczynam liczyć dni tygodnia. Niby tylko 7, ale zawsze się coś może pomylić.
– Niedobrze. Czyli co, niedziela?
– No tak, niedziela. – Czułam, że ta rozmowa ma głębsze dno i jestem bliska odkrycia Atlantydy.
Pan zasmucił się, zwiesił głowę i rzekł:
– A do soboty była promocja na Żubra…
I odszedł. A mijając kolejną osobę, spytał z nadzieją w głosie:
– Przepraszam, czy dzisiaj jest sobota?

Uczcie się, ludzie małej wiary.

*****

Pomocna dłoń

Idę sobie raźnym krokiem po Pradze, jak to ja z zacieszem na twarzy, okulary przeciwsłoneczne, bo słońce daje czadu i bez nich mogłabym patrzeć tylko oczami wyobraźni, no i mija mnie grupa rodowitych prażan.

Tu zaczyna się akcja właściwa:
– A co Pani taka smutna? Sobota jest, cieszyć się trzeba – filozoficznie zauważa jeden.
– Niech się Pani z nami napije, od razu się Pani humor poprawi – proponuje drugi.

Praga – tu znajdą rozwiązanie, nawet jak nie ma problemu.

*****

Rzecz o ulotności wieku

Wyszłam z pracy i stoję na przystanku, jak co dzień. Również jak coś dzień, na tym samym przystanku stał ktoś wczorajszy, a może nawet tygodniowy.

Tym razem zagadał do mnie starszy pan o typowo praskiej mentalności:
– Przepraszam, czy ma pani 18 lat?
Punkt dla niego, niestandardowe pytanie, więc ciekawość rozbudzona.
– Tak, mam. A o co chodzi?
– O 2 złote, kochanieńka. Bo wie pani, ja mam zasady – od dzieci pieniędzy nie biorę.
Praska szkoła marketingu, to i waluta znajoma. Ale punkt drugi za zasady. Rozmowa zmierza w dobrym kierunku.
– To ile ma pani lat?
– 26 – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– Ooo, to mogę już nawet 5 złotych wziąć. Jak to dobrze, że ja panią spotkałem – ucieszył się, jakby wygrał ma loterii.
– Ale ja mam tylko kartę, nic pan nie dostanie.
– Ech, wiedziałem, że za dobrze mi idzie. A tak naprawdę, to wygląda pani na te 25 lat. Na trzeźwo dałbym nawet 26!

I poszedł. A ja zostałam ze zniszczonymi złudzeniami*.
*W cenie 5 złotych.

Justyna

autorem zdjęcia jest czu_czu_PL

Dołącz do dyskusji

  1. Ewa

    Klimat tej dzielnicy jest nie do podrobienia

  2. Sylwia

    Jak ja lubię takie historie 🙂 Świetnie piszesz i z przyjemnością je przeczytałam 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Koturystka

      Ja też lubię słuchać i czytać takie historie, dlatego tym bardziej cieszę się, gdy mam okazję być ich bohaterem. 😉 Dziękuję i pozdrawiam. 🙂

  3. Szymon | pomensku

    Aż mi się przypomniało moje Bydgoskie Przedmieście, które jest taką Pragą, tylko że w Toruniu. Uwielbiam ten mikroklimat, który panuje wewnątrz podwórek kamienic. To jak osobne miasto w centrum innego miasta, zupełnie z nim nie związane. Każdy z mieszkańców nosi nad sobą jakieś widmo, z oczu bije najczęściej smutek i rozczarowanie, ale koniec końców wszyscy są sobie w niewytłumaczalny sposób bliscy. Niemal jak rodzina. To bardzo kontrastuje z moimi wspomnieniami z bloków, gdzie wszyscy są wobec siebie podejrzliwi, nieufni i zawistni 🙂

    • Koturystka

      Zdecydowanie tak, takie dzielnice wywołują we mnie jakieś dziwne melancholijne emocje, podobnie jak staruszki mijane na ulicy – podświadomie czuję, że kryją w sobie niesamowite historie. Nastrój może i czasem jakiś posępny, ludzie dotknięci swoimi małymi tragediami, brakiem pracy lub perspektyw, ale wszyscy się znają i starają się atmosferą ogrzać takie miejsca. Współcześnie raczej już tego nie ma.

  4. blogierka

    Bueheheh!! I już Cię lofciam!! Genialnie piszesz! 😀
    ps. Środek nocy, 8 rano- totak bardzo ja! 😀
    pps. A na mokotowie nuudy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *