blog Justyny Czebanyk

ludzie-warci-miliony-jakoturystka

To ludzie są warci miliony, nie liczby

Ciągle się uczę, czym jest miłość. Wiem jednak, że nie da się jej opisać słowami. Składają się na nią drobne gesty, niemal niezauważane na co dzień, a jednak będące szkieletem, który ubieramy w pozostałe emocje.

To nie wielkie słowa i puste deklaracje mówione głośno przy wszystkich. Nie status na Facebooku czy zmiana nazwiska. Nie ma granic ani ram, przez co nie da się jej zamknąć w żadne schematy. Tym grabi sobie u co poniektórych. Reszta się jej poddaje, bo nauczona doświadczeniem wie, że bez trudu wygrywa z logiką i zdrowym rozsądkiem.

To ręka, która zawsze jest obok podczas spaceru, czekająca tylko, aż ją złapiesz. Wyciągnięta w geście pojednania i pomocy, gdy życie położy Cię na łopatki. Trzymająca Cię mocno w chwilach zwątpienia i przybijająca piątkę w tych dobrych. Głaszcząca po twarzy, gdy z oczu płyną łzy, te smutku i te radości. Odganiająca złe sny, gdy leży obok w nocy.

To oczy błyszczące z podniecenia i ekscytacji, gdy na Ciebie patrzą. Ze zmarszczkami w kącikach i iskierką radości pośrodku. Wyrażające więcej emocji niż język, zwłaszcza na początku, gdy brak wspólnego słownika. Pod których spojrzeniem uginają się kolana i mięknie serce. W których chcesz się przejrzeć, by dowiedzieć się, jaki jesteś naprawdę.

To plecy, które głaszczesz codziennie podczas przytulania. Troska w głosie, gdy myśli wędrują zbyt daleko, i herbata przynoszona do łóżka. Koc, którym się otulacie podczas oglądania filmów, i buziak dawany przed snem. Bajki oglądane nocą i piosenki słuchane w dzień. Dzikie tańce, którymi wygralibyście wszystkie konkursy świata, i świadomość, że lepiej oszczędzić tego widoku innym ludziom.

To wszystkie poranne i nocne opowieści, gdy skrywane w dzień ADHD bierze górę i plączesz się w dygresyjnych historiach, tak że sam już nie wiesz, gdzie był ich początek, a gdzie koniec. Słowa płynące potokiem, których bieg może zmienić tylko łaskotanie. Drobne prezenty robione sobie nawzajem bez okazji, bo ta jest codziennie. Uśmiech, gdy przypominasz sobie wspólnie przeżyte chwile.

To miejsce, do którego chcesz wracać, bo czeka tam na Ciebie ktoś ważny. Nazywanie go „domem”, bo nauczony doświadczeniem wiesz, że tworzą go ludzie, a nie ściany. Wieszanie w nim zdjęć, na których jesteście razem, by później się w nich przeglądać. Wspólne przyrządzanie posiłków i ich jedzenie, sprzątanie, pracowanie i najprzyjemniejsze nicnierobienie.

To dreszcz na ciele, gdy patrzysz na kogoś i nagle uderza Cię z całą mocą świadomość, że właśnie z tą osobą chcesz mieć psa, kota, chomika i małych kosmitów, którzy dadzą Wam całą gamę uczuć, o których nie mieliście pojęcia, a potem będą ogałacać Wam lodówkę. To wszystkie te chwile, gdy czujesz, że szczęście jest obok, a podjęta decyzja, choć wymagała odwagi, była jedną z najlepszych w Twoim życiu.

I chociaż zewsząd mówią, że nigdy nie ma się pewności, że wiemy tylko to, co teraz, a to, co jutro i za tydzień, to wielka niewiadoma, powiem Wam, że to tylko część prawdy. Nawet nie jedna strona medalu, tylko jego bok, i to podczas kręcenia, gdy w głowie milion myśli i wszystko zlewa się w całość jak w kalejdoskopie.

Bo miłość to oddanie komuś swojego życia. Jednak nie bajkowe i metaforyczne czy wręcz przeciwnie, dosłowne tak, że aż się człowiek dusi, ale to widoczne szczególnie w trudnych chwilach. To krzepiąca pewność, że gdyby kiedyś nadeszły i ktoś w białym kitlu spytałby, co robić – ryzykować trochę czy jeszcze bardziej – ta osoba podjęłaby dobrą decyzję. I nadzieja, że nigdy żadne z Was nie będzie musiało tego robić.

Bo w ostatecznym rozrachunku tak naprawdę tylko to się liczy: żeby chcieć dobra dla drugiej osoby. Czymkolwiek ono jest i gdziekolwiek się znajduje. Dlatego doceńmy ludzi, którzy są obok nas. To oni są warci miliony, na które tak czekamy w cosobotniej kumulacji, bo dali nam cząstkę siebie. Inwestujmy w nich swój czas, nie pieniądze. Zapewniam Was, że będzie z tego większy zysk.

Justyna

autorem zdjęcia jest Kristina Litvjak