blog Justyny Czebanyk

Znalazłem swój raj na ziemi – rozmowa z podróżnikiem Stefanem Czernieckim

Stefan Czerniecki – podróżnik, dziennikarz, autor książek „Dalej od Buenos”, „Cisza”, „Po drugiej stronie”, „Czekając na Duida. Śladem szeptu amazońskiego potoku” oraz podróżniczego programu „Za siódmą górą”, były członek Alpinus Expedition Team. Zwycięzca I edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego.

Eksplorator dziewiczych rejonów świata – przede wszystkim Ameryki Południowej. Przewędrował Argentynę, Chile, Boliwię, południową Brazylię, Peru i Ekwador, Wenezuelę, Meksyk, Belize, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Kambodżę, Laos, Wietnam, Tajlandię, Indie, Nepal… Wszędzie pojawiał się z czystą kartą. Bez wielkich funduszy. I wówczas się zaczynało.

*****

Kiedy się poznaliśmy, opowiadałeś o dżungli w delcie rzeki Orinoko w Wenezueli. Jestem ciekawa, jak pachnie dżungla? Wchodzisz, zamykasz oczy i… co czujesz?

Dżungla to jest przede wszystkim zapach wilgotnego błota. Kiedy wchodzi się do lasu deszczowego, wyczuwalny jest taki delikatny chłód. Jest tam dużo drzew, a dzięki temu cień i uczucie chłodu połączonego z takim wilgotnym grzybem, który normalnie kojarzy się z czymś śmierdzącym, ale akurat tam – nie wiem czemu, może to jest kwestia snobizmu, że to jest daleko i musi być lepsze – w tym zapachu jest coś, czego nie znają nasze nozdrza, i to sprawia, że przez pierwsze paręnaście minut jest bardzo przyjemnie.

Czyli to jest taki zapach niedostępny w żadnym innym miejscu, tylko właśnie w dżungli?

Takie mam wrażenie. Nie czułem w polskiej puszczy ani nigdzie indziej – tylko tam, kiedy wchodziłem po raz pierwszy do dżungli.

fot. Stefan Czerniecki

fot. Stefan Czerniecki

A powiedz mi – bo wiem, że już jako dziecko marzyłeś o podróżach – w którym momencie życia tak ostatecznie zdecydowałeś, że zostaniesz podróżnikiem?

Tak naprawdę decyzji o zostaniu podróżnikiem nie podjąłem nigdy, to jakoś samo wyszło. (śmiech) Natomiast jeśli pytasz mnie, jak to się zaczęło… Mam tatę, który jest podróżnikiem, alpinistą, więc od dzieciństwa wszystkie wakacje spędzałem na zewnątrz – w namiocie w lesie, w górach czy w kajaku nad jeziorem… On mnie nauczył życia w lesie i układania szałasów z drzewa. Pokazał mi, jak przeżyć w górach, kiedy jest burza. I to miało duży wpływ na to, co robiłem później.

Pamiętasz swoją pierwszą wyprawę?

Pierwszy raz pojechałem do Argentyny, zupełnie nie myśląc, że będę z tego żył. Tuż po studiach zapragnąłem i na własne oczy zobaczyć Cerro Torre – górę, którą jako mały chłopiec widziałem u ojca w albumie. Pojechałem tam i zagnieździłem się na trzy miesiące. Potem wróciłem, jednak okazało się, że wciąż coś tam mnie kręci, by pojechać jeszcze raz. Byłem wtedy przekonany, że to jest mój ostatni wyjazd. Myślałem, że teraz będzie etap praca, może żona, rodzina, i raczej nie będzie żadnych tak długich podróży. A potem się okazało, że była następna okazja, i następna – i tak to właściwie trwa do dzisiaj… Nie było tak, że miałem plan z dzieciństwa, że będę podróżował po całym świecie, będę rozpoznawany i będę z tego żył. (śmiech) To wszystko się zrodziło w trakcie.

Czyli to zamiłowanie do survivalu to po tacie, rodzinnie?

Tak, to na pewno od niego. Zawsze imponował mi tym, że umie rozpalić ognisko, kiedy jest deszcz czy wilgoć, że zna się na drzewach, które się lepiej palą, a które gorzej, że potrafi szybko rozstawić namiot czy wie, jak spać na lodowcu – takie rzeczy, które są przydatne w szeroko pojętym eksploratorstwie. Szykuję się właśnie do piątej książki, która będzie o naszym wspólnym wyjeździe z ojcem w Himalaje. Chciałem po latach oddać mu w ten sposób to, co mi dał, gdy byłem dzieckiem. Długo zastanawiałem się, jak mu to wynagrodzić. Potem narodził się pomysł wspólnej wyprawy i pojechaliśmy we dwóch – ojciec z synem – przeżyć przygodę. No i to właśnie ma być taka książka – wspomnienie tego, co przeżyłem jako syn mojego ojca.

fot. Jakub Fedorowicz

fot. Jakub Fedorowicz

Czy masz jakąś filozofię podróżowania? Co jest dla Ciebie ważniejsze, kiedy wybierasz cel podróży: ludzie i ich kultura, konkretne miejsce, które chcesz odwiedzić, a może jeszcze coś innego, co Cię kieruje w dany region?

Nie będę ukrywał, obecnie jest to głównie cena połączenia lotniczego, ponieważ z racji tego, że muszę sobie według tych wyjazdów ułożyć życie, nie mogę sobie pozwolić na jakieś zbędne luksusy. Czasem jednak jest tak, że ktoś mi mówi: „Słuchaj, chciałbym, żebyś napisał mi tekst do gazety. Mam tu znajomych księży, którzy mieszkają gdzieś tam na jakiejś wyspie i mogą Cię przenocować. Ja Ci zapłacę za bilet, pojedź tam i zrób materiał”. 

Coraz rzadziej myślę o podróżach, na których chciałbym poznać jakiejś konkretne miejsce. Mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze na nie czas, kiedy już będę miał wystarczająco pieniędzy, aby móc sobie wybierać kierunki, nie patrząc na koszta, albo Pan Bóg pokieruje mnie tak, że będę mógł pojechać tam, gdzie On będzie chciał. Póki co On to świetnie ogarnia. (śmiech) Nie wiem, co będę robił za rok. Kiedyś myślałem, że będę musiał zaplanować każdą podróż, a to wychodzi samoczynnie, po prostu otrzymuję propozycję albo jest akurat jakaś tania oferta, więc spontanicznie kupuję szybko i lecę.

A czy zdarzyło Ci się, że miałeś propozycję wyjazdu do dalekiego kraju i odmówiłeś, bo wyprawa była zbyt niebezpieczna?

Nie, to się jeszcze nie zdarzyło. Miałem takie obawy, jak jechałem po raz pierwszy do niedostępnego dla gringo rejonu Amazonas na południu Wenezueli. Dostałem wtedy grant na wyjazd, bo wygrałem pierwszą edycję Memoriału im. Piotra Morawskiego. I faktycznie, był moment, w którym pomyślałem sobie, że to chyba jednak jest bez sensu, tak ryzykować życie. Jednak pojechałem i się opłaciło. A czy mam takie momenty wahania z innych powodów niż niebezpieczeństwo? Pewnie bym nie pojechał dzisiaj do Syrii czy Iraku, tam gdzie jest ISIS, tego nie będę ukrywał. Ale jeszcze nie miałem takiej sytuacji, że ktoś mówi: „Stefan, pojedź tu i tu”, a ja mówię nie.

Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie z wypraw?

Pamiętam dorzecze rzeki Nam Ou, która jest jednym z głównych dopływów Mekongu, w północnej części Laosu. Muang Ngoy, tak nazywa się ta miejscowość. Miałem tam raj na ziemi: leżałem sobie w hamaku, widziałem, jak wyrastają z rzeki wielkie masywy skalne, patrzyłem na bawiące się dzieci, mieszkałem w bungalow – czyli takiej chatce ze strzechy – na brzegu rzeki za chyba pięć złotych i było mi cudownie. I gdy tak chodziłem sobie po tej wiosce, było mi tak dobrze, a jednocześnie tak żal, że to tylko dwa dni, bo chętnie zostałbym tam dłużej. To były takie obrazki, jakie widziałem do tej pory tylko na filmach przyrodniczych, a wtedy miałem je na wyciągniecie ręki. Do dzisiaj pamiętam to miejsce – Laos, a właściwie te kilka małych miejscowości na północy kraju.

fot. Jakub Fedorowicz

fot. Jakub Fedorowicz

Często mówi się, że podróżowanie to jest droga w głąb samego siebie. Czego nauczyłeś się o sobie, podróżując? Czy to Cię w jakiś sposób zmieniło?

Przede wszystkim nauczyłem się, że jestem tchórzem, bo w wielu sytuacjach robię w portki, kolokwialnie mówiąc. Że brakuje mi ciszy w Warszawie, bo zawsze jest coś, czym mogę sobie zająć uwagę: książką, komputerem, Facebookiem… Zawsze coś się dzieje i przez to mam poczucie, że marnuję czas, bo przecież mógłbym go jakoś spożytkować, choćby na pracę czy spotkanie z kimś bliskim. A tam tak nie ma. Mam czysty umysł, bo nie ma dużo bodźców zewnętrznych, które mam w Polsce. Wracam trochę jako biała karta, i to mi się podoba. Wyjazd pomaga w wyciszeniu się i poznaniu samego siebie – to jest bardzo przydatna rzecz, którą sobie obiecuję zawsze po powrocie do Warszawy. 

Pamiętam, że płynąłem rzeką Orinoko przez pięć czy sześć dni. Łódź miała osiem metrów długości, kolega spał na takich podróżnych ławkach, przewodnik, Carlos, trzymał ster i też nic nie mówił, a ja musiałem jakoś to przeżyć, więc siedziałem na dziobie łodzi i patrzyłem przed siebie. W podróży często tak to wygląda: siedzi się w ciszy i myśli. Uczę się też trochę większej ufności. Bo kiedy na takim wyjeździe jest kolejna z rzędu sytuacja, w której jest jakiś problem – zagrożenie życia czy zdrowia, a czasem nawet coś prostszego, choćby brak połączenia do wioski, do której trzeba dojechać – myślę sobie, że przebyłem taką drogę, a to wszystko bez sensu. Ale koniec końców wszystko jest zawsze dobrze, jakoś się udaje, więc wracam naładowany ufnością do Boga.

Wspomniałeś na swojej stronie o „długu zaciągniętym u Szefa na górze”. Czy według Ciebie wiara pomaga w zdobywaniu szczytów podróżniczych? Czy to jest jakiś sposób na radzenie sobie z samotnością podczas wypraw?

Dla mnie wiara jest ważnym elementem życia. Miałem rozmowę w radio z dziennikarką, która miałem wrażenie była trochę z innej bajki niż ja. W odpowiedzi na pytanie o moje historie, zacząłem mówić o moim Aniele Stróżu, że czuję jego obecność. A ona mówi, że to mógł być przypadek czy szczęście. Więc mówię, no dobrze, ale ja w to nie wierzę. Ja wierzę, że to był mój Anioł Stróż, bo czułem, że to była w jakiś sposób opieka z góry. Broniłem się, bo nie chcę wszystkiego racjonalizować. Nie będę ukrywał, że bardzo mi to pomaga podczas wyjazdów, taka tożsamość zakorzeniona w wierze.

Jaki masz tryb podróżowania? Częściej podróżujesz sam czy starasz się wyjeżdżać z kimś?

Coraz częściej z kimś. Po pierwsze, kręcę odcinki do programu, więc potrzebuję kogoś do pomocy. Oczywiście bywa, że jadę sam, wtedy biorę statywy i to trwa trochę dłużej. Natomiast jeśli mam kogoś do pomocy, to mogę robić więcej rzeczy, np. ujęcia ruchome. Po drugie, jestem zwierzęciem stadnym i lubię rozmawiać. Nie lubię samotności, a wręcz się jej boję. Boję się takiego ciągłego bycia sam na sam ze swoimi myślami. Dlatego dobrze mi jest mieć kogoś obok. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jestem łatwą osobą do życia. To często wychodzi podczas tych wyjazdów, że musi być po mojemu, i przez to rodzą się konflikty. Z drugiej strony myślę, że tak mają wszyscy, bo jak się z kimś przebywa przez trzy tygodnie non stop – i w dzień, i w nocy – to w pewnej chwili jest taki przesyt.

Co w takim razie musi mieć ta druga osoba, żebyś chciał iść z nią na koniec świata?

Lubię, jak druga osoba ma duże poczucie humoru, bardzo mi to pomaga. Mam takiego kolegę, z którym się jeszcze nie pokłóciłem na wyjeździe, bo on ma ogromny dystans do siebie i do drugiej osoby. Dużo lepiej jeździ mi się też z kimś, kto ma wiarę. To też jest dla mnie wytyczna, którą biorę pod uwagę, ale nie jest konieczna. Najważniejszy jest optymizm i dobre podejście do życia. Nie musi być podobny do mnie i lubić tego samego, co ja, bo to by było nudne i nie mielibyśmy o czym rozmawiać, ale jeśli będzie miał humor i tę ironię w głosie, to będzie dobrze.

fot. Jakub Szafrański

fot. Jakub Szafrański

Co czujesz, wracając z odległych zakątków do Polski? Tęsknisz z każdym wyjazdem coraz bardziej czy może wręcz przeciwnie, chciałbyś się w tej głuszy zaszyć i pobyć jak najdłużej?

Na pewno czuję tęsknotę, i tak było od pierwszego wyjazdu. Po wyjeździe, nawet miesięcznym, już powoli mi się tęskni do domu. Nie wiem, czy to jest kwestia rodziny czy Polski i naszego języka. Ufam, że to jest moje miejsce i tutaj chciałbym umrzeć. Po powrocie bardziej doceniam to, co mam w Polsce. Nie mogę narzekać, bo mam kursujące autobusy, które jeżdżą według obowiązującego rozkładu jazdy, czy toaletę, która jest czysta – takie niuanse, których bym bez tego nie dostrzegł i nie docenił. Wyjazd pozwala na nowo odkryć to, co jest wokół, ale tego nie zauważamy, bo już nam spowszedniało.

Czym jest dla ciebie miłość? Na pewno widziałeś różne jej oblicza w tak wielu państwach.

Kiedyś powiedziałem, że miłość to jest najlepszy wynalazek Pana Boga, który utrzymuje ten świat w jako takiej harmonii – i tego się trzymam. To nie jest coś odkrywczego, bo jeśli Bóg jest miłością, a jednocześnie jest wszędzie, to mamy proste równanie, że siłą rzeczy miłość jest wszędzie. (śmiech) Natomiast taka miłość między kobietą i mężczyzną – o którą, jak mniemam, tu pytasz – to jest super sprawa, bardzo za nią tęsknię. Wzruszam się, kiedy widzę panią podpartą na ramieniu pana i mają po osiemdziesiąt-dziewięćdziesiąt lat – bo mimo że pewnie już się pokłócili w życiu milion razy, to wciąż idą przez nie razem. Na pewno chciałbym założyć kiedyś taką rodzinę.

Czy możesz zdradzić nam swoje plany podróżnicze na najbliższą przyszłość?

Wracając do punktu pierwszego, nie ma ich zbyt wiele. (śmiech) Za tydzień jadę do Ziemi Świętej. To będzie mój drugi raz, kiedy będę w tym bardzo ważnym dla mnie miejscu. Pierwszy raz byłem dla siebie, to był dla mnie bardzo intymny wyjazd, taki duchowo-modlitewny. Natomiast teraz jadę w to samo miejsce, ale biorę kamerę, żeby coś ludziom przekazać. Mam nadzieję, że mi się to uda i nagram parę fajnych historii. To jest najbliższy czas, dalszych planów nie mam jeszcze określonych.

Zapowiada się pracowicie. Czego wobec tego życzyć podróżnikowi?

Przede wszystkim miłości. Jak będzie miłość, to wszystko się ułoży. (śmiech) No i odwagi, żeby nie było argumentów, by gdzieś nie jechać czy czegoś nie robić, a dzięki temu zobaczyć te wszystkie miejsca, które są jeszcze do zobaczenia.

W takim razie życzę Ci tego wszystkiego, o czym przed chwilą wspomniałeś, a od siebie dodam jak najwięcej przebytych kilometrów i niesamowitych ludzi spotkanych na swojej drodze. Dziękuję za rozmowę.

Justyna

 

 

stefan-czerniecki007 (08)
stefan-czernieck-1236
stefan-czerniecki012 (20)
stefan-czerniecki-324

fot. tytułowa Jakub Fedorowicz; fot. slider Stefan Czerniecki

  • Ela

    Ten wywiad jest bardzo inspirujący! Super 🙂

  • Dopiero od niedawna polubiłam podróże, ale mimo to, bardzo miło się czytało wywiad 🙂 Aż ma się ochotę wyjechać za miasto!

    • Koturystka

      Nic tylko pakować plecak i wyruszać na poszukiwanie przygód. 🙂

  • Bardzo interesująca rozmowa, lubię takie posty, bo można się z nich wiele o samym człowieku dowiedzieć. Świetny wywiad 🙂

  • Super, gdzie go dorwałaś?

    • Koturystka

      Stefan zgodził się opowiedzieć o swojej pasji do podróży naszym małym odkrywcom z Akademii Przyszłości. Tak się poznaliśmy. 🙂

  • aga

    Niezła z Ciebie Koturystka 😉

  • Świetnie napisany wywiad z inspirującym człowiekiem. Oby tak dalej 🙂

    • Koturystka

      Dziękuję, mam nadzieję, że to dopiero początek. 🙂

  • Wow,przeczytalam ten wywiad jenym tchem. Jeśli ten podroznik jest tchórzem to co mam powiedzieć ja? Wiecznie bojaca sie pajakow i owadow niewiasta Podziwiam ludzi,ktorzy sa w podrozy. Tak naprawde sama pragne poznawac swiat. Podrozowanie dla mnie jest cenniejsze niz dobra materialne (jednak dzieci studza skutecznie moje zapaly). Masz naprawde swietne wyczucie i wywiad udal ci sie znakomicie.

    • Koturystka

      Dziękuję, w imieniu swoim i rozmówcy. Podobnie jak Ty, jestem pełna podziwu dla Stefana i jego podróżniczych dokonań. Gdyby miała wymienić wszystkie kraje, w których był, na jednym tchu, zabrakłoby mi powietrza…
      Słuchałam, jak z wielką pasją, opowiadał o swoim życiu i wiem, że taki tryb nie jest dla każdego – każdy z nas ma inne zobowiązania czy chce poznawać świat, jednak z bezpieczniejszych jego zakątków. Najbardziej jednak urzekło mnie, że najważniejsi zawsze są ludzie – Ci na miejscu i Ci, którzy czekają w domu. 🙂
      PS Jak dzieci będą większe na pewno czeka Was wiele wspólnych przygód. 🙂

  • Podziwiam takich ludzi! Trzeba być silną osobą, żeby prowadzić taki tryb życia…

  • „Kiedy wchodzi się do lasu deszczowego, wyczuwalny jest taki delikatny chłód.”

    Pełne zaskoczenie 🙂 Lubię takie zdania.

    I ten fragment o wierze – szanuję bardzo.

    • Koturystka

      Ja również bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią tak mądrze mówić o Bogu. To bardzo intymna kwestia, tym bardziej cieszę się, że zechciał o niej opowiedzieć.

  • Bardzo miło i inspirująco czytać! Majestatyczne kierunki!

  • Bardzo ciekawy wywiad, Facet umie się wypowiadać i oddaje klimat poruszanego miejsca. Aż miło się czytało ! 🙂

  • Kiedyś powiedziałem, że miłość to jest najlepszy wynalazek Pana Boga, który utrzymuje ten świat w jako takiej harmonii
    Piękne zdanie. Bardzo mnie wzruszył ten wywiad. Jest na prawdę super. Zazdroszczę trochę, może ja też kiedyś będę taka odważna, takim tchórzem bym się mogła nazwać 😀

    • Koturystka

      Powiedział kilka zdań, które trafiły we mnie i mam wrażenie zostaną na dłużej. To jest wielka siła dobrego rozmówcy – dać coś od siebie drugiej osobie. Stefanowi się to udało. 🙂

    • Ola

      Mnie też ten fragment bardzo przypadł do serca. I w ogóle cały wywiad mnie zachęcił, żeby sięgnąć po jego książki, bo nie dość, że mówi ciekawie to jeszcze pięknie. A to nie zawsze idzie w parze 🙂

  • Swietna znajomosc ! Uwielbiam sluchac (czytac) historie ludzi ktorzy podrozuja 🙂 Podrozowanie to jak pisanie nigdy nie konczacej sie ksiazki, mnostwo przygod, mnostwo nowych ludzi , mnostwo historii do opowiadania 🙂

    • Koturystka

      „Podróżowanie to jak pisanie nigdy niekończącej się książki” – piękna definicja. 🙂 Nie dość, że lubię podróżować i poznawać nowych ludzi, to jeszcze pracuję „w książkach”. 😉

  • Stefan był mi do tej pory obcy. Ale bardzo chciałabym moc zwiedzić chociaż mały ułamek z tych wszystkich miejsc, w których już był… ach . Życie podróżników jest fascynujące!

    • Koturystka

      Trzymam kciuki, żeby się to udało! 🙂 A Stefan nie tylko barwnie opowiada, ale również pisze – z ręką na sercu polecam jego książki o podróżniczych wyprawach. Może będą dla Ciebie inspiracją.

  • Niezwykle inspirujący człowiek! Świetny wywiad. Ciekawi mnie też nowa książka. Podróż ojca z synem brzmi szalenie interesująco!

  • Pingback: Ze Źródeł #117 » kubaosinski.eu()

  • „Siedzi się w ciszy i myśli” – to ten element podróży, za któym tęskni się najbardziej. Gdy myśli płyna wraz z upływajacą drogą.

  • Ciekawy wywiad z bardzo ciekawą osobą! Miło było się w niego wczytać. 🙂

  • Ciekawa osobowość. Podrzucę ten wywiad paru znajomym, na pewno im się spodoba.

    • Koturystka

      Cieszę się, że Ci się spodobał. Warto podawać do dalej, Stefan motywuje do działania. 🙂

  • Ah no właśnie ta cena…. ja lubię zwiedzać nowe miejsca no ale koszty…

    • Koturystka

      Zarówno mój gość, jak i wielu innych podróżników pokazują, że da się wyjeżdżać, nawet w egzotyczne miejsca, za niewielkie pieniądze. Trzeba tylko chcieć i mieć dużą motywację.

  • Spodobało mi się, zostanę na dłużej 🙂

  • Mnie się marzy taka podróż krajami Ameryki Środkowej i Południowej. Kto wie; może się kiedyś odważę i się spełni 🙂

    • Koturystka

      Trzymam kciuki za odwagę i spełnianie marzeń! 🙂

  • Podziwiam, za odwagę!

  • Justyna

    Takie wywiady to ja lubię 🙂

  • Ciekawe, czy potrafiłbym się odnaleźć w takim miejscu. Wydaje się bardzo kuszące:)

  • W dżungli był Predator 😛 a tak na serio to chciałbym się kiedyś wybrać w taką wyprawę żeby chociaż trochę zaznać takiej dzikości i trudnego terenu. W polskich lasach raczej takich wrażeń nigdy nie doznam 🙂

  • Bardzo fajny wywiad i niezwykły bohater! Do tego piękne zdjęcia i ciekawe pytania. Super się czytało tą rozmowę! 🙂

  • Wspaniały wywiad, niezwykła rozmowa i inspirujący, wyjątkowy podróżnik. Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem od deski do deski pełna podziwu. Podróżowanie jest magiczne i niepowtarzalne ❤

    • Dziękuję. 🙂 To prawda. Podróżowanie to odkrywanie piękna świata i szukanie magii, tyle że poza domem. Zdecydowanie warto! 🙂

  • Świetna rozmowa! Inspirująca i bez patosu 😉

  • Nigdzie nie znajdzie się spokoju jeśli nie ma się go w sobie. Świetny wywiad, zapada w pamięć i oddaje to co w podróżach najważniejsze.

    • Koturystka

      Dziękuję. 🙂 To prawda, podróż nie powinna nigdy być ucieczką od samego siebie. Poszukiwania zawsze trzeba zacząć od siebie.