blog Justyny Czebanyk

O życiu z dnia na dzień – czy to już choroba?

Budzisz się. Wstajesz z łóżka. Bierzesz prysznic. Jesz śniadanie. Myjesz zęby. Idziesz do pracy. Wszystkie te czynności wykonujesz mechanicznie, nie zastanawiając się nad ich sensem. Bo i po co?

W pracy spędzasz osiem godzin albo i więcej. Wracając, bezmyślnie wyglądasz przez brudną szybę autobusu. Nie zauważasz ludzi po drugiej jej stronie. Nie martw się, oni też Cię nie widzą. Nie patrzą nawet pod nogi, bo głowy ciążą im od nadmiaru problemów. Potykają się o własne marzenia, myśląc, że to kamyki rzucane im pod nogi przez los. Ludzie-roboty, co żyją z dnia na dzień…

Poznajesz siebie w tym opisie? A może znasz takich ludzi? Tak, do Ciebie mówię. Wiem, wiem, to nie Ty, to kolega, który wstydzi się podejść i zapytać, a Ty odważnie występujesz w jego imieniu. Sam nie znasz takiego uczucia, ale ktoś opowiadał i słyszałeś, że nie jest wtedy dobrze… To ja Ci powiem, że bywają dni, kiedy miewam je codziennie. Budzę się w poniedziałek z myślą o wtorku, zanim wstawię wodę na kawę już jest środa, a razem z gwizdkiem czajnika atakuje mnie piątek. Spytasz, gdzie jest czwartek? Tam samo, gdzie pozostałe dni tygodnia, które zlewają się w jedno.

Wstawiam pranie, a wraz z nim wirują moje myśli. Codziennie robię listę rzeczy do zrobienia, tak by nie dać się oszukać upływającym minutom. Na nic to wszystko, kiedy uciekają mi godziny i dni. Nauczona doświadczeniem posłusznie zapełniam kalendarze, maluję znaczki i stawiam przy nich wykrzykniki. Kolejnego dnia dopisuję nowe, bo jak na złość wraz z przewróconą kartką nie ubyło zadań do zrobienia i ludzi do spotkania. Wiec robię i spotykam, i tak mija mi dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Wiosna staje się latem, lato pachnie skoszoną trawą i liśćmi, a jesień przynosi chłód. Zimą zaś myślę o pierwszych kwiatach i śpiewie ptaków nad ranem. Zawsze myślami do przodu.

Innym razem znów ktoś robi mi przydługą pauzę w życiorysie. To te dni, kiedy mycie zębów staje się czynnością ponad zgromadzone w nocy siły. Męczy mnie samo myślenie o wyjściu z domu, ale mimo to ubieram się i wychodzę. Przekręcając zamek w drzwiach, widzę wszystkie kroki, które wykonam, i czuję, jak bardzo ciążą mi buty. Przyklejam uśmiech do twarzy i z nadzieją patrzę w niebo, wypatrując promyków słońca. Wiem, że takie dni mijają równie szybko, jak się zaczynają. Szukam w nich sensu i doceniam pozostałe. Te, w których gra w planszówkę nie jest najważniejszym wydarzeniem dnia. W których przypadkowo skierowany w czyjąś stronę uśmiech zostaje podany dalej. W których siadam i piszę, zamiast wciąż kasować świeżo urodzone litery, by zaraz od nowa układać je w logiczną całość.

Staję na peronie zdarzeń i zastanawiam się, czy tylko ja tak mam? Patrzę wstecz i widzę mnóstwo dobrych chwil. Widzę ludzi, którzy sprawiają, że chce się żyć, i sytuacje, które nakręcają do działania. Widzę wyciągnięte w moją stronę ręce, słyszę dobre słowa kierowane w moją stronę, wiem, że inni we mnie wierzą. Może czasem nawet bardziej niż ja sama.

Pomaga świadomość, że pod ręką mam receptę na to wszystko. Na życie z dnia na dzień. Na bylejakość uciekających przede mną dni. Na za natłok myśli, które buzują pod czapką. Rozmowa. Jedna z kimś bliskim, taki osobisty telefon do przyjaciela. Czasami warta więcej niż milion. Każda kolejna, choćby o codzienności pokazuje, że nie tylko ja tak mam. Że czasem każdy z nas choruje na życie. To pomaga, ale też jest przekleństwem.

Dzisiaj proszę Cię o jedno – rozmawiaj z innymi. Rób to, gdy jest Ci dobrze i gdy jest Ci źle. Nigdy nie wiesz, komu pomożesz swoimi słowami.

Justyna

autorem zdjęcia jest Eutah Mizushima

  • Wspominając swoje życie i widząc, jak mało z niego pamiętam, aż sama siebie przerażam.

  • Codzienność, wielu z nas sobie z nią nie radzi. Rozmowa pomaga, wiem o tym, ale bardzo rzadko rozmawiam z kimś jak mi źle.

    • To prawda, trudno jest się przełamać i opowiadać o tym, co boli. Zwłaszcza, że wydaje nam się, że nikt inny nas nie zrozumie. Mimo wszystko warto – razem łatwiej sobie z nią poradzić.

  • Nie tylko Ty tak masz. Mnie też często przytłacza rutyna i ta powtarzalność codziennych czynności. Niestety z tego głównie składa się życie, reszta to tylko dodatki.

    • W takim razie pozostaje nam zadbać o to, by tych dodatków było jak najwięcej. Ułożone w dobrych proporcjach zmieniają sens wszystkiego.

  • Wciągnęłam się. W Twój tekst. I nie tylko – bo w życie. Rzeczywiście łapię się czasem nad tym, jak przepływa ono między palcami, delikatnie je tylko muskając. Staram się choć na chwilę zatrzymać ten strumyk i cieszyć sie detalami. To się udaje, z rożnym skutkiem. Warto czasem w środę myśleć o środzie – jednak jak tu nie marzyć o weekendzie?

    • Dziękuję. Wiem, że każdy od czasu do czasu ma taką niewesołą chwilę refleksji i łapie się na tym, że nie zauważa tego, co tu i teraz. Dlatego tak jak napisałaś, ważne jest szukanie detali, które nadają naszemu życiu koloru. A gdy już je znajdziemy, trzeba zatrzymać je choć na moment, przestać biec i cieszyć się. Tak po prostu. 🙂

  • Uważam, że jedynym absolutnie pewnym sposobem na stracenie kogoś jest własnie czas. Nie złe zachowania, ranienia siebie i inne problemy, ale czas. Dlatego słusznie prawisz, trzeba rozmawiać 🙂 Inaczej relacja.. zniknie…

    • To ciekawe, co napisałaś. Mądre spojrzenie, bo rzeczywiście niemal wszystkie kłopoty i nieporozumienia da się wyjaśnić podczas rozmowy. Jednak nie da się wyjaśnić nieobecności w czyimś życiu – braku czasu i braku kontaktu. Zapamiętuję to na przyszłość. Dziękuję.

  • Tak bardzo! <3

  • Bardzo dobrze napisany tekst, przyjemnie się go czytało. Noo niestety.. czasem ciężko znaleźć sens w tym wszystkim. Czasem mam tak, że to samo co jednego dnia potrafi sprawić, że jestem szczęśliwa, innego dnia totalnie mnie dołuje. Życie jest dziwne. Jednak staram się czerpać z niego jak najwięcej, robić jak najwięcej i nie pozwalam sobie na długie bycie smutną, bardzo pracuje nad sposobem myślenia.

    • Koturystka

      Nie na wszystko mamy wpływ, czasami emocje biorą górę i mają wpływ na nasze zachowanie i samopoczucie. Dziękuję za szczerość. Bardzo podoba mi się Twój sposób na walkę z chwilowym przytłoczeniem codziennością – czerpać z życia jak najwięcej i pracować nad sobą. To pomaga. 🙂

  • Dobry, refleksyjny wpis… Bardzo dobrze, że „bijesz się” z tego typu myślami 🙂 Najgorsza w życiu jest chyba bezrefleksyjność, odwieczna gonitwa za nie wiadomo czym, pęd, bieg bez namysłu… automatyczne odrywanie kolejnych kartek z kalendarza… Czasem warto stanąć w miejscu, otrząsnąć się z oparów pędzącej codzienności i pomyśleć trochę o sobie, trochę o innych. Pozdrawiam!

    • Koturystka

      Dziękuję za Twoją obecność. Masz rację, bezrefleksyjność i nieświadomość uciekających dni są chyba jeszcze gorsze od chwilowych spadków formy. Gorsze dni pomagają docenić te lepsze, które zawsze następują po nich. Mam wrażenie, że dzięki nim stajemy się trochę lepsi i bardziej uważniejsi. W końcu to czas, w którym zwalniamy i łapiemy oddech, doceniając ludzi wokół nas. 🙂

  • To ważne, aby rozmawiać i dzielić się swoimi przeżyciami, emocjami w dobrych i złych chwilach. Ja na szczęście nigdy nie wsiąknęłam w etap 9-to-5, szybko odeszłam z 8godzinnej (albo i 12-godzinnej!) pracy w korpo i obecnie realizuję swoje marzenia i na nich buduję swój własny biznes 🙂 Każdy dzień zależy ode mnie. Ale też za każdy jestem odpowiedzialna ja sama. Pozdrawiam.

    • Koturystka

      Cieszę się, że znalazłaś swój plan na życie. I trzymam kciuki za realizację marzeń. To zawsze powinno być na pierwszym miejscu. 🙂

  • Cóż, brzmi znajomo. Wraz z końcem studiów wszystko się pozmieniało. Ja i moi znajomi weszliśmy do szeregu i teraz spotkania towarzyskie odeszły w niemal w niepamięć… praca-dom-praca-dom-praca. Każde spotkanie w gronie najbliższych to święto i powrót do starych dobrych czasów. Smutne, że to się dzieje tak rzadko 🙁

  • Ja jestem w tym wieku, że żyję jak chcę i nie z dnia na dzień, a każdy dzień jest dla mnie czymś wyjątkowym, zaplanowanym i zorganizowanym.

  • Tutaj przydałoby sie powiedzieć o uważności, która teraz chyba nie istnieje. Tak jak napisałaś wszystko robimy jak roboty zaprogramowane przez czajnik z woda na kawę, biurko w pracy i telefon. A gdzie życie, które nam ucieka wraz z ostatnim gwizdem czajnika z gotującym się wrzątkiem…

  • Mądrze napisany post, sam jakoś robię dużo rzeczy z wyłączoną świadomością, a potem zastawiam się co robiłem jakiś czas temu. I chyba dzięki tobie zacznę częściej zastawiać się nad tym wszystkim.

    • Koturystka

      Cieszę się, że skłoniłam Cię do refleksji. Warto zwracać większą uwagę na to, co robimy, i żyć świadomie. 🙂

  • Mam tak samo. Robokopy – w to się zamieniamy….

  • warto rozmawiać, moja mama mi to wbijała do głowy od maleńkości.

  • Ja chyba jestem trochę aspołeczną jednostką. Nie lubię towarzystwa innych ludzi (poza moim mężem, synkiem i jedną bliską koleżanką) – i w sumie dobrze mi samej ze sobą, także raczej prowadzę takie monologi wewnętrzne 🙂 Choć czasami faktycznie odczuwam potrzebę wygadania się – i wtedy jak już dopadnę męża to biedaczek nie może dojść do słowa 😉

    Oczywiście to tak pół-żartem, pół-serio. A tak zupełnie poważnie – rozmowa jest na pewno lepsza niż niedopowiedzenia.

  • Małe dzieci „fajnie” pomagają – z jednej strony pędzisz, a z drugiej skupiasz się na małych chwilach.

  • Czasem każdy choruje na życie… to prawda. Rozmowy z innymi ludźmi bardzo pomagają i dużo wnoszą do życia. Chociaż może też zależy z kim się rozmawia, bo przebywanie w towarzystwie pesymistów raczej nie pomaga.

    • Zdecydowanie towarzystwo, w jakim się obracamy, ma ogromne znaczenie. Jestem zdania, że rozmowy są bardzo pożyteczne, jednak należy dobrze dobierać rozmówców. Wieczni pesymiści jedynie wyciągają z nas resztki energii, nie dając nic w zamian. Każdemu zdarzają się chwile smutku, jednak musimy dążyć do tego, by nie były one przeważające.

  • Żyjemy w takich dziwnych czasach, w których z jednej strony brakuje czasu na wszystko, a z drugiej jesteśmy przytłoczeni codziennością i obowiązkami od których nie da się uciec. Myślę, że warto dodawać kolorów tym codziennym czynnościom i robić wszystko żeby sprawiały nam jak najwięcej radości. Bo z tych małych chwil składa się całe życie. Naszym problemem często jest to, że czekamy na coś spektakularnego, na jakieś wydarzenie czy osobę, które zmienią nasze życie na lepsze. Warto szukać sensu każdego dnia w prostych czynnościach i żyć teraz i cieszyć się tymi wszystkimi zwykłymi czynnościami. Jeżeli coś nie sprawia nam radości, to musimy próbować to zmienić. Rozmowa z bliską osobą jest bardzo ważna. Warto otaczać się osobami, które dodają nam energii do działania i sprawiają, że po rozmowie z nimi mamy powera. Rozmowa z osobą, która lubi narzekać i użalać się nad swoim losem nic do naszego życia nie wniesie. Nie warto wyolbrzymiać swoich problemów, nie należy przejmować się głupotami. Warto też do wszystkich problemów podchodzić na spokojnie. Życie jest piękne, tylko trzeba to dostrzec 🙂

    • Życie składa się z małych chwil – piękne słowa. Codziennie wokół nas dzieją się małe cuda, tylko nie zawsze mamy czas zatrzymać się i je dostrzec. Dziękuję za Twoją obecność i przypomnienie o tym, co ważne. 🙂

  • Ewa

    Staram się, żeby moje życie tak nie wyglądało, ale, cóż…

  • Ciekawy tekst, daje do myślenia.

  • Marlena

    „Dzisiaj proszę Cię o jedno – rozmawiaj z innymi. Rób to, gdy jest Ci dobrze i gdy jest Ci źle. Nigdy nie wiesz, komu pomożesz swoimi słowami.
    Justyna”
    Słuchałam, i pomagałam… Dla mnie problemem jest to, że nikt MNIE nie SŁYSZY

  • Życie czasem wymaga od nas bycia robotem. Dużo zajęć,mało czasu, coś się powtarza,popadamy w rutynę. Ale ta rutyna to tak naprawdę najłatwiejsze wyjście,bo dzieje się samu,bo nie trzeba wkładać w to sił,energii i czasu. Jednak warto żyć świadomie,walczyć z rutyną. Wydaje się trudniejsze,może niepotrzebne,ale na dłuższą metę ten styl życia jest lepszy. Daje szczęście i nie pozwala stracić radości z życia. Nawet jeśli bywa ono ciężkie.

  • A ja nie lubię żyć z dnia na dzień. Owszem żyję w nuecie, planuję, nie odkładam rzeczy na później. Słucham, korzystam z porad lub nie, staram się nie krytykować, choć sądzę, że konstruktywna krytyka wpływa dobrze na duszę i umysł…Unikam smutków…Nawet nie oglądam jakiś morderczych filmów…Unikam po prostu rzeczy, które mnie smucą i nie mniej mam męża, z którym mogę dyskutować na wszelkie tematy!

  • Życie niestety uczy, że nie można nam się do niczego przyzwyczajać i musimy stać się do bólu elastyczni, wręcz bezkształtni. „Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać? Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?” – jak to pisał Barańczak w jednym ze swoich wierszy. Trudno jest zrozumieć, że stabilizacja jest ułudą, a jeszcze trudniej – że wszystko, co nasze nosimy ze sobą – swoich bliskich, codzienne życzliwości, ciepłe uśmiechy i wartości.

  • Z perspektywy czasu wiem, że ta codzienna rutyna to coś dobrego. To poczucie bezpieczeństwa, pewnego rodzaju poukładanie i możliwość bycia sobą. Oczywiście łatwo się zatracić w codzienności i robić pewne rzeczy na autopilocie, ale mimo wszystko staram się doceniać to co mam na co dzień, mimo że nieraz mam tego dosyć 😉