blog Justyny Czebanyk

akademia przyszłości

Lubię ludzi – zwłaszcza tych, którzy patrzą w przyszłość

Podobno jeśli nie wiesz, co masz robić – rób dobro. Ono zawsze obroni się samo.

Mała Justynka miała duże oczy przysłonięte pierwszymi kolorowymi okularami. Pierwszego września 1997 roku skrywał się w nich lęk pomieszany z ciekawością. Oczekiwała pierwszego dnia szkoły. Niestety na ostatnich dziecięcych wakacjach lekarz odkrył, że rozmywające się kształty nie są wyłącznie efektem bujnej wyobraźni, lecz także niezwiastującej niczego złego wady wzroku. Wada rosła razem z nią, dochodziły do niej kolejne i wszystkie towarzyszą jej aż do teraz. Ciekawość świata pozostała, przejawia się przypadkowym zasłuchaniem w historie innych ludzi i zachwycaniu się prostymi rzeczami. A lęk… Ten zamienia w pewność i wysyła dalej w podróż dookoła świata.

Trudne dzieciństwo?

Pierwszy dzień szkoły to często pierwsze przyspieszone bicie serca, pierwsze przyjaźnie i pierwsze potyczki w nieznanym dotąd świecie starszych. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, przekraczając próg szkoły, zostawiamy za sobą pewien okres życia i rozpoczynamy kolejny. Nie zawsze w pełni świadomie. Mój lęk był dzielony na dwa, bo prowadziła mnie do szkoły ciepła ręka brata. Czasem też z niej odprowadzała, szczególnie w zimowe dni pełne zaśnieżonych ulic. Najczęściej jednak nogi kierowały go w stronę boiska, dzięki czemu szybko uczyłam się zasad panujących w chłopięcym świecie. Z perspektywy czasu widzę, że niewiele różni się on od męskiego i już wtedy rację ma najsilniejszy. Brat był moim pierwszym przewodnikiem w dorosłym świecie, chociaż wtedy żadne z nas nie zdawało sobie z tego sprawy – może to i lepiej, nieświadomość zdejmuje z ramion ciężar odpowiedzialności, tak trudny do zrozumienia dla kilkunastolatka.

Mam szczęście, bo mam mamę, która dbała o moją edukację, zapewniając codzienną porcję wiedzy o życiu i dostęp do różnego rodzaju książeczek, krzyżówek i kolorowanek (zgadnijcie, skąd pomysł na polonistykę i marzenia o pracy w redakcji?). Od małego uczyła mnie literek i otwartości na innych ludzi. Wskazywała drogę, szukała ze mną zainteresowań i pomagała je rozwijać. Z czasem jasne stało się, że nic nie pobije w tej kategorii książek i otwierającego się wraz z nimi świata wyobraźni. Rozumiała, że czasem „jeszcze tylko kilka stron” jest ważniejsze niż zadanie z matematyki. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, przez długi okres w swoim życiu na pytanie o ulubiony przedmiot odpowiadałam: „polski i matematyka”. Jeździłam zarówno na konkursy recytatorskie czy ortograficzne, jak i matematyczne (kto z Was pamięta słynnego Kangura?).

Wiedza dawała mi poczucie bezpieczeństwa, tak potrzebne niezależnie od wieku. W ciągu dziesięciu lat miałam bowiem za sobą trzy przeprowadzki. Trzy zmiany szkoły i otoczenia. Trzykrotne poszukiwanie swojego miejsca w nieznanej społeczności. Trzykrotnie spotęgowany lęk pomieszany z ciekawością – za każdym razem w innych proporcjach…

Spotkać właściwych ludzi

Dorosła Justyna wie, jak ciężko jest być dzieckiem, zwłaszcza w czasach, kiedy wszystko, co w realu, ma mniejszą wartość niż to, co w sieci. Kiedy wszelkie autorytety tracą na znaczeniu w porównaniu z lokalnymi celebrytami. Kiedy początkowe przyjaźnie „aż po grób” kończą się szybciej niż popcorn w kinie. Wie, że często o życiu decydują małe momenty. Impulsy. Takie jak podjęcie decyzji o otworzeniu się na drugą osobę. O byciu z kimś i dla kogoś. A potem bezinteresowne spędzanie czasu z kimś, kto na pierwszy rzut oka nie da nam tyle, ile my jemu. Brzmi znajomo?

Mam świadomość tego, że starania mamy poszłyby na marne, gdyby nie dobry wpływ innych ludzi, których spotkałam podczas swojej edukacji. Gdy trochę nieufnie szłam 1 września do nowej szkoły, w której znałam z widzenia zaledwie kilka osób z sąsiedztwa, zobaczyłam obok niej duży budynek z napisem „Biblioteka”. I wiecie, co? Śmiało mogę powiedzieć, że tych kilka małych kroków, które wtedy wykonałam, w jakiś magiczny sposób ukształtowało moją przyszłość.

Kierunek: wiara

To właśnie spotkana w środku bibliotekarka kształtowała mój zmieniający się z wiekiem gust literacki. Jako pierwsza zobaczyła we mnie iskierkę talentu do pisania i namówiła do wzięcia udziału w konkursie. Potem w kolejnym i jeszcze następnym. Tym krótkim „spróbuj, dasz radę” pomogła mi uwierzyć we własne możliwości. Pokazała, że nie zawsze najważniejsza jest wygrana, lecz pokonanie własnych lęków i sam udział. Że nie można się poddawać, „bo ktoś inny jest lepszy”, gdyż siła ludzi tkwi w ich różnorodności. Teraz te same wartości staram się przekazać innym. Pani Elu, dziękuję za wszystkie polecone książki i uśmiechy rozsyłane do najmłodszych czytelników. Gdyby więcej takich ludzi pracowało w bibliotekach, nie musielibyśmy martwić się o stan polskiego czytelnictwa.

Z perspektywy czasu widzę, że równie mocno zapisały się w tej historii moje nauczycielki od języka polskiego. „Polonistki mojego życia” – tak mógłby brzmieć tytuł powieści Jerzego Pilcha, gdyby tylko zechciał pochylić się nad tym tematem. Choć jest ciekawszy niż pisanie o losach papierowych bohaterów, rzadko doczekuje się choćby krótkiego streszczenia. Pani Alino, Pani Mario, dziękuję za wiedzę i pasję, jakimi wyróżniała się Wasza praca. Za nietrzymanie się utartych schematów i pokonanie chęci odpytywania „według klucza”. Za zrozumienie, że każdy uczeń jest inny i jego sto procent, które daje z siebie w tym momencie, jest ważniejsze niż stawanie w szranki o miano najlepszego z najlepszych. Za wszystkie rady, jak pisać, i zrozumienie, gdy serce kierowało długopis w zupełnie inną stronę. Oświata potrzebuje takich ludzi jak Wy. Chociaż nie, bardziej potrzebują ich zwykli uczniowie, tacy jak ja kiedyś.

Mieć wpływ na innych

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że dzieciństwo kończy się wtedy, gdy dotykają nas problemy dorosłego świata i przychodzi bolesne zderzenie się z rzeczywistością. Dla jednych moment ten nadchodzi zbyt wcześnie, innych omija z daleka do późnej starości. Jak zawsze najlepszy jest złoty środek, jednak nie zawsze mamy możliwość sami o tym decydować. W takich momentach szkoła powinna dawać niezbędne wsparcie i zapewniać chociaż niewielkie poczucie bezpieczeństwa. Dla dziecka istnieją bowiem tylko dwa światy – dom i szkoła. Gdy w jednym coś nie jest w porządku, zazwyczaj przekłada się to drugi. Dlatego tak ważne jest, by mieć kogoś, kto nas wysłucha. Kto nie tylko zobaczy drzemiący w nas talent i dostrzeże pasje, ale przede wszystkim ich nie wyśmieje. Kto odrzuci uprzedzenia i nie będzie patrzył na nas z góry tylko dlatego, że ma kilkadziesiąt centymetrów więcej.

Pamiętając o swoich doświadczeniach ze szkolnych lat, postanowiłam dołączyć do drużyny pasjonatów mądrej pomocy. Jej idea jest prosta – wolontariusz, zwany w programie tutorem, raz w tygodniu spotyka się z jednym dzieckiem przez cały rok szkolny. Uczy je wygrywać. Pokazuje, że porażka w szkole nie musi oznaczać porażki w życiu. Że jest dla kogoś ważne. Szuka jego dobrych stron, podnosi wiarę w siebie i samoocenę. Jednym słowem sprawia, że dziecku zaczyna się chcieć. Ile to kosztuje? Godzinę tygodniowo. 36 godzin w ciągu całego roku. 2160 minut spędzonych z młodym człowiekiem, w czasie których razem z nim uczy się dostrzegać dobre strony otaczającego go świata i czyni go chociaż odrobinę lepszym.

Akademia Przyszłości

Zamykam powieki i słyszę bicie serca. Głośne i miarowe, niczym z filmu. Biorę głęboki oddech i ponownie je otwieram. Widzę wpatrzone w siebie oczy i uśmiecham się do wspomnień. Pamiętam, jak nieufne były na początku i jak uciekały w bok, gdy widziały, że patrzę. Z biegiem czasu odbijał się w nich wiek mojego rozmówcy i jego dziecięca ciekawość świata. „A po co? A dlaczego? A kiedy? A jak?” – te pytania towarzyszyły mi często podczas ostatnich miesięcy. Bywały dni, kiedy były długo oczekiwane, bo codzienność ciążyła i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Bo obraz pod powiekami nie nadawał się do opisania słowami i zmazać go mogły tylko uciekające cichutko słone łzy.

Mój podopieczny z poprzedniej edycji ma 10 lat i ogromną wrażliwość. Na pytanie, co chciałby zmienić na świecie, gdyby tylko miał taką możliwość, odpowiedział, że chciałby, „żeby nie było głodu na świecie”. To dojrzała odpowiedź, która już na starcie wskazała mi kierunek naszych spotkań. Zależało mi, żeby nie tylko pomóc mu w lekcjach, w przedmiotach, z którymi miał ogromne zaległości, lecz także zmienić myślenie o sobie. Bywały momenty, kiedy czułam się bezsilna. Pomimo wielkich chęci w mojej głowie pojawiała się myśl: „Co ty sama możesz mu pomóc? Godzinę w tygodniu? Odrobić lekcje i to wszystko”. Dopiero później zrozumiałam, jak błędne to było myślenie. Tu chodzi o czas poświęcony dziecku. O to, co z tego spotkania wyniesie, czy się uśmiechnie. Ile razy się uśmiechnie? Czy zaśmieje się w końcu na głos? Czy powie w końcu: „Umiem to, potrafię, poradziłem sobie”? Czasami trzeba w tym celu odłożyć książki na bok i najzwyczajniej w świecie pobawić się, dając możliwość bycia dzieckiem. Bo tego właśnie każdy z nas najbardziej potrzebuje – przestrzeni do bycia sobą i poczucia, że jest dla kogoś ważny.

Lubię ludzi

I wiecie, co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Ja naprawdę widzę, że to jest „Akademia Przyszłości”. Bo największą nagrodą jest zdanie, które mój podopieczny wypowiedział, kończąc jedno z naszych ostatnich spotkań: „Kiedyś też będę pracował w jakiejś fundacji jak Pani”. Byłam z niego niezwykle dumna, bo wiem, że zauważył to, co niematerialne i nienamacalne, a tym samym trudniejsze do uchwycenia. I w całej swojej dziecięcej wrażliwości potrafił ująć to w słowa celniej niż dorosły. Nauczył mnie więcej niż ja jego.

Jesteśmy teraz, ale kształtujemy przyszłość – konkretnego dziecka, swoją, otoczenia, które wspólnie tworzymy, ale też ludzi, których spotkamy kiedyś na swojej drodze. Razem wydobywamy z ludzi dobro i zmieniamy świat na lepsze, bo „lubię ludzi” to nie tylko chwilowe działanie, ale przede wszystkim styl życia. Pamiętaj, że spektakularnych zmian nie dokonują politycy – składają się one z ulotnych momentów i drobnych decyzji, które podejmujesz każdego dnia. Masz wpływ i tylko od Ciebie zależy, jak go wykorzystasz.

Dzisiaj z całą świadomością tych słów mówię, że lubię ludzi. A Ty?

Justyna

PS Jak śpiewał Muniek Staszczyk, „jesienią zawsze zaczyna się szkoła”, a to oznacza, że rusza kolejna edycja Akademii Przyszłości. Liderzy w całej Polsce szukają SuperW do pracy z dziećmi. Odkryj w sobie superbohatera i dołącz do drużyny Akademii lub Szlachetnej Paczki. Gorąco zachęcam! Możesz również zostać Darczyńcą i ufundować indeks dla wybranego dziecka. Więcej informacji znajdziesz na stronie Akademii Przyszłości i Szlachetnej Paczki.

  • Katarzyna Mirek

    Powiem Ci, że możesz być dumna gdy podopieczny Ci mówi że chce pracować dla innych tak jak Ty teraz dla niego! Gratuluję

    • Wiem, że trafiłam na dziecko, któremu Akademia naprawdę dużo dała – to dało mi niesamowitą motywację do działania. Oczywiście każdy przypadek jest inny i nie zawsze zmiana jest na wyciągnięcie ręki. Zawsze jednak warto próbować. 🙂

  • Ja też ich lubię 🙂 Działam od czasu do czasu na rzecz wolontariatu. Co do nauczycieli tak mogą zmienić spojrzenie na świat. Moja polonistka mawiała buduj swój własny mały świat z elementów które do Ciebie pasują. Nikogo nie zmienisz na siłę jeśli on sam tego nie chce. To się sprawdza rzeczywiście.

    • Masz rację – każda zmiana zaczyna się w nas samych. Trzeba jej chcieć i dać sobie pomóc, tylko wtedy ma ona sens. Cieszę się, że lubisz ludzi i widzisz sens w pomaganiu innym. 🙂

  • Też lubię ludzi. Uważam, że w każdym jest choć odrobina dobra i warto dać z siebie trochę, by je wydobyć.

    • Piątka! Podobnie jak Ty sądzę, że zawsze warto szukać dobra w innych. Ludzie z reguły na to zasługują (a nieliczne wyjątki nie mogą psuć opinii reszty). 🙂

  • Zawsze sprawia mi przykrość, kiedy uświadamiam sobie, jak wiele jest dzieci, które nie mają nikogo, kto by ich popchnął do przodu, pochwalił za wysiłek włożony w jakieś działanie, za próbowanie, wreszcie za to, że coś osiągnęły. To bardzo ważne, żeby dziecko wierzyło we własne możliwości, żeby miało przy sobie kogoś, kto będzie się razem z nim cieszył z nawet tych najmniejszych sukcesów.
    Często dorośli o tym nie wiedzą i, być może nawet nieświadomie, robią krzywdę dziecku. Bo to, jak się ukształtuje jego podejście do życia i wiary we własne możliwości w dzieciństwie, przecież ogromnie rzutuje na to, jakim dorosłym będzie.

    • Dzieciństwo kształtuje w naszym życiu bardzo wiele, dlatego właśnie tak ważne jest, by mieć obok kogoś, kto w nas wierzy, kto nas wysłucha i pokaże, że świat nie jest taki zły, na jaki czasami wygląda. Każdy na to zasługuje, bez wyjątku.

      Warto mieć świadomość, jak ważna jest nasza obecność tu i teraz. Posiadając dzieci i kształtując ich światopogląd, ale też w stosunku do obcych ludzi. Bo zawsze warto lubić ludzi! 🙂

  • Anna Kot

    super napisane 🙂

  • Ann

    Ja też lubię ludzi i staram się w każdym dostrzec to co w nim najlepsze 🙂 Daję kredyt zaufania i to duży, ale jeśli ktoś zawiedzie, drugiej szansy nie ma.

  • Otwartość na ludzi, chęć porozmawiania z nimi, zrozumienia ich postaw i czynów, spojrzenia na świat z ich perspektywy, to niezwykle interesujące aspekty, nie tylko w codziennej naszej rzeczywistości, ale także podczas zwiedzania świata. 🙂

    • Otwartość na ludzi zawsze jest w cenie. Pomaga w codziennym życiu, a szczególnie podczas podróży po nieznanych nam zakątkach – wtedy najlepszą walutą jest uśmiech. 🙂